© 2015 Tweety

Rozdział 1(nareszcie!)

*Gwiazdka*

Tamten dzień zapowiadał się przepięknie. Nic nie mogło mi go zepsuć. Chociaż od pewnego czasu, po pałacu zaczęły kręcić się dziwne postacie. Ale nie zwróciłam na to większej uwagi, ponieważ byłam za bardzo podekscytowana. Chcecie wiedzieć dlaczego? Miałam być wtedy mianowania na Wielkiego Omnirządcę Tamaranu! Ten wielki dzień rozpoczął się zwyczajnie- wstałam, ubrałam się i zeszłam do Wielkiej Sali na śniadanie. Specjalnie zwlekałam z ubieraniem się i dotarciem na śniadanie, ponieważ chciałam uniknąć swojej starszej siostry- Komety. Kochałam ją i byłam do niej przywiązana mimo, że ona swoim zachowaniem nie dawała ku temu powodów. Nie znosiła mnie jak grubloforka. A to z powodu tego, że nasi poddanie woleli mnie niż ją. Jednak szczęście mi nie sprzyjało. Spotkałam się z nią. Ale w obecności naszego ojca, nie miała odwagi, żeby zrobić mi coś więcej niż posyłanie zabójczych spojrzeń. Lecz jednak przetrwałam śniadanie i resztę dnia, aż do uroczystości. Weszłam do Sali Koronacyjnej i wszystko szło gładko, idealnie i jak z płatka, aż do momentu przekazania korony. Wtedy wtrąciła swoje 3 grosze Kometa- zazdrosna z mojego powodu, że to ja dostaję koronę, a nie ona. Na naszej planecie jest tradycja, że władzę obejmuje najstarsza córka (na Tamaran władają kobiety, nie mężczyźni). Mimo, że Kometa jest starsza, to jednak ja powinnam być królową, ponieważ moja siostra urodziła się bez genu strzelania pociskami z rąk i oczu (z rąk tylko w wielkim gniewie). Ale nie warto jej współczuć ani żałować. Bo nawet jeśli ten gen by nie zdecydował ( a przecież jest ważny, bo jako królowa trzeba bronić się i swojego ludu) to taka była wola naszej matki. Poza tym, Kometa nie byłaby dobrą władczynią, od zawsze lubiła zadawać ból i cierpienie. Nawet jeśli wyrządzała krzywdę niewinnym osobom, dawało jej to sporą satysfakcję. No więc, jak już mówiłam, wszystko szło dobrze, dopóki nie wtrąciła się Kometa. Była tak wściekła, że mogła używać swojej mocy. Ale wiedziała, że niewiele by jej to pomogło, więc dobrała sobie armię, stworzoną z e stworów ciemności i wrogów naszej planety, a nawet znalazło się tam kilku Tamarańczyków. Powiedziała, że to ona jest starsza, ona powinna rządzić i, że to ona jest prawowitą władczynią tej planety. Ale nikt jej nie słuchał i już po chwili wywiązała się walka między moimi strażnikami i zwolennikami, a jej armią. Ona sama zajęła się mną. Niewiele pamiętam, jedynie to, że walczyłam zaciekle, a Kometa miała na swojej szyi amulet, który powiększał i dodawał mocy. Potem coś mnie ogłuszyło, moja siostra zaśmiała się zwycięsko, a ja straciłam przytomność.                                                                                                                                                             2 godziny później…                                                                                                                                                                                                                                                  -Gdzie…? Gdzie ja jestem…?- wyjąkałam. Obudziłam się w jakimś ciemnym i zimnym miejscu.Na początku nie rozumiałam i nie czułam nic. Potem jednak zaczęło do mnie docierać, że mam coś ciężkiego i niewygodnego na rękach i zaczęłam słyszeć prowadzoną przyciszonym szeptem rozmowę: -No to co z nią zrobimy?- zapytał jakiś głos. -Na razie nic, niech tu sobie leży i odpoczywa -(śmiech)- My się za nią dobrze zajmiemy władaniem tą planetą.-usłyszałam znany mi głos. Zaraz po tym obydwie postacie oddaliły się rozmawiając na jakiś temat, na który już nie zwróciłam uwagi, bo głowę zaprzątało mi to, kto wypowiedział te słowa. To była moja siostra. Kometa.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nigdy nie jest publikowany ani udostępniany. Pola wymagane zostały oznaczone symbolem *

*
*

Możesz użyć następujących znaczników i atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>